2013-08-10

Weryfikowalność i falsyfikowalność hipotez naukowych

Ostatnie zamieszanie związane z tzw. małymi komórkami macierzystymi VSEL (o którym można poczytać np. tu, tu i tu) pokazuje jak ważna jest nie tylko weryfikowalność, ale i falsyfikowalność hipotez naukowych. Filozof nauki Karl Popper uważał, że dobra teoria naukowa nie tylko powinna dać się łatwo potwierdzić (czyli być weryfikowalna), ale także powinna zawierać w sobie mechanizmy pozwalające ją obalić, czyli być falsyfikowalna.

W przypadku VSEL jeden zespół naukowców twierdzi że one istnieją, inny zespół temu zaprzecza. Na to pierwszy zespół odpowiada, że widocznie drugi zespół nie szukał VSEL odpowiednio. Pojawia się dylemat komu wierzyć, skoro oba zespoły składają się z naukowców, nie szarlatanów.

Problem w tym, że chociaż hipoteza o VSEL jest weryfikowalna (aby ją zweryfikować wystarczy by inny, niezależny, zespół naukowców po prostu znalazł te komórki), ale nie jest falsyfikowalna. Wtedy problem istnienia czy nieistnienia VSEL można porównać do "Och, nie widziałeś tego różowego jednorożca? Widocznie nie jesteś takim szczęściarzem jak ja!". Oczywiście o wiele lepiej byłoby, gdyby hipoteza o VSEL miała w sobie jakiś mechanizm falsyfikowalności, np. jeśli VSEL istnieją to poziom hormonu X jest większy niż Y, a jeśli nie to znaczy, że VSEL nie ma.

Warto zauważyć, że np. taka szczególna teoria względności jest falsyfikowalna - aby ją obalić wystarczy pokazać, że prędkość światła w próżni nie jest wartością stałą.
Z kolei teoria kwantów jest, według mnie, słabo falsyfikowalna. Jeśli obserwuje się jakiś efekt kwantowy (np. prążki interferencyjne w doświadczeniu z przepuszczaniem elektronów przez układ dwóch szczelin) to wtedy przemawia to za słusznością teorii, jeśli natomiast się go nie obserwuje - zawsze można zwalić na tą niedobrą dekoherencję.